Kredyty frankowe to temat, który od lat budzi ogromne emocje i kontrowersje w Polsce. Wielu kredytobiorców czuje się uwięzionych w pułapce umów, których konsekwencje okazały się dramatyczne. W tym artykule, jako Damian Laskowski, postaram się w prosty i przystępny sposób wyjaśnić, na czym polega problem kredytów we frankach, skąd się wziął i jakie są obecnie dostępne rozwiązania dla osób, które czują się pokrzywdzone przez banki.
Kredyt frankowy to umowa z wadą prawną wyjaśniamy, jak dochodzić swoich praw
- Kredyty frankowe to w rzeczywistości kredyty złotówkowe, których saldo i raty banki przeliczały według własnego, dowolnie ustalanego kursu franka szwajcarskiego (CHF).
- Problem powstał, gdy kurs franka gwałtownie wzrósł, co spowodowało drastyczny wzrost zadłużenia i miesięcznych rat, często przewyższających wartość nieruchomości.
- Podstawą do walki z bankiem są zawarte w umowach tzw. klauzule abuzywne (niedozwolone), które pozwalały bankom jednostronnie kształtować wysokość zobowiązania.
- Głównym i najkorzystniejszym rozwiązaniem jest proces sądowy prowadzący do unieważnienia umowy kredytowej, co potwierdzają liczne wyroki polskich sądów i Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE).
- Po unieważnieniu umowy, kredytobiorca musi zwrócić bankowi tylko pożyczony kapitał w złotówkach, a bank oddaje wszystkie wpłacone przez lata raty, odsetki i prowizje.

Skąd wziął się problem kredytów frankowych?
W latach 2004-2008 kredyty powiązane z frankiem szwajcarskim cieszyły się w Polsce ogromną popularnością. Banki aktywnie promowały je jako znacznie tańszą i bardziej atrakcyjną alternatywę dla tradycyjnych kredytów złotowych. Głównymi argumentami, które wówczas przekonywały klientów, było znacznie niższe oprocentowanie oparte na stawce LIBOR CHF, a także postrzegana stabilność franka szwajcarskiego jako waluty. Z perspektywy czasu widać, że te argumenty, choć wówczas wydawały się racjonalne, nie odzwierciedlały pełni ryzyka, które banki przerzucały na konsumentów.
Na czym polegał mechanizm kredytu powiązanego z walutą obcą?
W praktyce kredyty frankowe w Polsce były kredytami złotówkowymi, które jedynie powiązano z kursem franka szwajcarskiego. Wyróżniamy dwa podstawowe typy takich umów. Pierwszy to kredyt indeksowany do CHF. W tym przypadku bank wypłacał klientowi kwotę kredytu w złotówkach, ale w umowie zapisywano, że wysokość zadłużenia jest przeliczana na franki szwajcarskie według kursu kupna banku z dnia wypłaty. Następnie, każda rata była przeliczana z franków na złotówki według kursu sprzedaży banku. Kredytobiorca nigdy nie miał fizycznie franków, a cała operacja była czysto księgowa.Drugi typ to kredyt denominowany w CHF. Tutaj kwota kredytu była od początku określona w umowie we frankach szwajcarskich, ale bank wypłacał ją w złotówkach, przeliczając według własnego kursu kupna z dnia uruchomienia. Podobnie jak w przypadku kredytu indeksowanego, raty były spłacane w złotówkach, ale ich wysokość była ustalana na podstawie kursu sprzedaży CHF obowiązującego w banku. W obu scenariuszach kredytobiorca de facto otrzymywał złotówki i spłacał złotówki, a waluta obca służyła jedynie do arbitralnego przeliczania wartości zadłużenia i rat.
Jak jeden dzień zdemaskował całe ryzyko walutowe
Dla wielu frankowiczów prawdziwy dramat rozpoczął się po kryzysie finansowym w 2008 roku, ale punktem zwrotnym, który zdemaskował pełnię ryzyka walutowego, był 15 stycznia 2015 roku. Tego dnia Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) podjął zaskakującą decyzję o uwolnieniu kursu franka szwajcarskiego, rezygnując z jego sztywnego powiązania z euro. Wydarzenie to, określane jako "czarny czwartek", spowodowało gwałtowny i niespodziewany wzrost kursu CHF w stosunku do złotówki. W efekcie, wysokość miesięcznych rat kredytów frankowych drastycznie wzrosła, a saldo zadłużenia, często już i tak wysokie, nagle przewyższyło wartość nieruchomości, na którą kredyt został zaciągnięty. To był moment, w którym wielu kredytobiorców zdało sobie sprawę, że zostali obarczeni ryzykiem, którego skali nie byli świadomi i na które nie mieli wpływu.
Co jest nie tak z umowami frankowymi, czyli klauzule abuzywne
Kluczem do zrozumienia, dlaczego kredytobiorcy masowo wygrywają z bankami, jest pojęcie klauzul abuzywnych, czyli niedozwolonych postanowień umownych. Z mojej perspektywy, to właśnie te zapisy stanowią prawną podstawę do podważania umów kredytów frankowych w sądach. Banki, konstruując te umowy, włączyły do nich postanowienia, które rażąco naruszały równowagę kontraktową na niekorzyść konsumenta, dając sobie nadmierne uprawnienia kosztem kredytobiorcy.
Główne grzechy umów frankowych
Wśród najczęściej kwestionowanych i uznawanych za abuzywne klauzul, które znalazły się w umowach frankowych, wyróżniam przede wszystkim:
- Jednostronne ustalanie kursu CHF przez bank: Banki przyznawały sobie prawo do swobodnego i arbitralnego ustalania kursów kupna i sprzedaży franka szwajcarskiego we własnych tabelach kursowych. Oznaczało to, że wysokość zadłużenia i raty kredytobiorcy zależała od decyzji banku, bez żadnych obiektywnych kryteriów czy możliwości weryfikacji przez klienta. Brak przejrzystości i swoboda banku w kształtowaniu tych kursów to jeden z głównych zarzutów.
- Zarabianie na spreadzie walutowym: Mechanizm przeliczania rat z CHF na PLN według kursu sprzedaży banku, a w przypadku kredytu denominowanego również wypłaty kredytu według kursu kupna, generował dla banków dodatkowy zysk. Był to tzw. spread walutowy, czyli różnica między kursem kupna a kursem sprzedaży waluty. Kredytobiorcy byli zmuszeni do korzystania z kursów banku, co oznaczało, że przy każdej racie bank zarabiał na tej różnicy, co dodatkowo obciążało klienta.

Jakie rozwiązania ma dziś frankowicz?
Dla kredytobiorców, którzy zmagają się z problemem kredytu frankowego, dostępne są obecnie trzy główne ścieżki postępowania. Każda z nich ma swoje specyficzne konsekwencje i wymaga dokładnej analizy. Jako ekspert w tej dziedzinie, zawsze podkreślam, że wybór odpowiedniej strategii powinien być poprzedzony szczegółową analizą indywidualnej sytuacji prawnej i finansowej. Przyjrzyjmy się im bliżej.
Scenariusz 1: Proces sądowy i unieważnienie umowy
Proces sądowy o unieważnienie umowy kredytowej to obecnie najczęściej wybierane i, z mojej perspektywy, najkorzystniejsze rozwiązanie dla frankowiczów. Unieważnienie umowy oznacza, że sąd uznaje ją za nieważną od samego początku, tak jakby nigdy nie została zawarta. Skutki takiego wyroku są bardzo konkretne:- Kredytobiorca musi zwrócić bankowi jedynie kwotę kapitału, którą faktycznie otrzymał w złotówkach.
- Bank ma obowiązek zwrócić kredytobiorcy wszystkie wpłacone przez lata raty kapitałowo-odsetkowe, wszelkie prowizje, opłaty i ubezpieczenia, które były pobierane na podstawie nieważnej umowy.
- Po rozliczeniu wzajemnych świadczeń, kredytobiorca zostaje zwolniony z dalszych zobowiązań wobec banku wynikających z tej umowy, a wpis hipoteki zostaje usunięty.
- W wielu przypadkach, po unieważnieniu umowy, kredytobiorca otrzymuje od banku znaczną nadpłatę, ponieważ suma wpłaconych rat często przewyższa pożyczony kapitał.
Scenariusz 2: Ugoda z bankiem
Banki, w obliczu masowych wygranych frankowiczów w sądach, zaczęły proponować ugody. Zazwyczaj polegają one na konwersji kredytu frankowego na złotówkowy, tak jakby od początku był on udzielony w PLN, z oprocentowaniem opartym na stawce WIBOR. Choć ugoda może wydawać się szybszym rozwiązaniem, z mojego doświadczenia wynika, że jej warunki są zazwyczaj znacznie mniej korzystne niż te, które można uzyskać w drodze sądowej. Poniższa tabela porównuje kluczowe aspekty obu opcji:| Kryterium | Proces sądowy (unieważnienie) | Ugoda z bankiem |
|---|---|---|
| Potencjalne korzyści finansowe | Bardzo wysokie (zwrot wszystkich rat, odsetek, prowizji; oddanie tylko kapitału) | Zazwyczaj niższe (często tylko częściowe zmniejszenie salda, brak zwrotu wszystkich wpłaconych rat) |
| Czas trwania | Zazwyczaj 2-4 lata (w zależności od sądu i instancji) | Zazwyczaj kilka miesięcy |
| Pewność wyniku | Bardzo wysoka (ponad 95% wygranych frankowiczów) | Zależy od negocjacji, ale zawsze mniej korzystna niż unieważnienie |
| Zrzeczenie się dalszych roszczeń | Brak zrzeczenia się (możliwość dochodzenia roszczeń o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału) | Zawsze wiąże się z zrzeczeniem się wszelkich dalszych roszczeń |
Scenariusz 3: "Odfrankowienie" kredytu
"Odfrankowienie" kredytu to rozwiązanie, które polega na usunięciu z umowy jedynie niedozwolonych klauzul przeliczeniowych, przy jednoczesnym pozostawieniu oprocentowania opartego na stawce LIBOR CHF. W praktyce oznacza to, że kredyt staje się kredytem złotówkowym, ale z oprocentowaniem LIBOR, które było zazwyczaj niższe niż WIBOR. Choć jest to rozwiązanie mniej radykalne niż unieważnienie całej umowy, z mojego punktu widzenia, jest ono obecnie rzadsze, ponieważ sądy coraz częściej decydują się na pełne unieważnienie. Niemniej jednak, w niektórych indywidualnych przypadkach, "odfrankowienie" może być wciąż rozważane jako alternatywa.
Dlaczego sądy i TSUE stają po stronie kredytobiorców?
Masowe wygrane frankowiczów w polskich sądach nie są przypadkiem, lecz konsekwencją ugruntowanego orzecznictwa, zwłaszcza Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Z mojego punktu widzenia, orzeczenia TSUE były prawdziwym "game changerem" w sporach frankowych. Trybunał konsekwentnie stoi na stanowisku, że nieuczciwe warunki w umowach zawieranych z konsumentami nie mogą być zastępowane innymi, co w praktyce oznacza, że w przypadku stwierdzenia abuzywności klauzul, cała umowa musi zostać unieważniona, jeśli bez tych klauzul nie może istnieć.
Nieuczciwy warunek w umowie zawartej przez przedsiębiorcę z konsumentem nie jest dla konsumenta wiążący.
Ta zasada, powtarzana w kolejnych wyrokach TSUE, dała polskim sądom jasne wytyczne i wzmocniła pozycję kredytobiorców. W efekcie, sądy polskie, zarówno okręgowe, apelacyjne, jak i Sąd Najwyższy, w zdecydowanej większości spraw orzekają na korzyść frankowiczów, uznając klauzule przeliczeniowe za abuzywne i prowadząc do unieważnienia umów.
Co warto wiedzieć przed złożeniem pozwu przeciwko bankowi?
Decyzja o wejściu na drogę sądową to poważny krok, który wymaga przemyślenia. Zawsze radzę moim klientom, aby byli świadomi kluczowych kwestii, zanim złożą pozew przeciwko bankowi:
- Koszty sporu sądowego: Podstawową opłatą jest opłata sądowa od pozwu, która w sprawach frankowych wynosi 1000 zł. Do tego dochodzą koszty zastępstwa procesowego, czyli wynagrodzenie dla kancelarii prawnej. Te koszty są zróżnicowane; często składają się z opłaty wstępnej oraz premii za sukces (tzw. success fee), pobieranej dopiero po wygranej sprawie. Warto pamiętać, że w przypadku wygranej, sąd zazwyczaj zasądza zwrot kosztów procesowych od banku na rzecz kredytobiorcy.
- Przedawnienie roszczeń: Termin przedawnienia roszczeń wobec banku dla konsumentów wynosi 10 lat dla roszczeń powstałych do 9 lipca 2018 r. oraz 6 lat dla roszczeń powstałych później. Kluczowe jest jednak, od kiedy liczy się bieg tego terminu. Sądy powszechnie przyjmują, że rozpoczyna się on dopiero wtedy, gdy kredytobiorca dowiedział się o wadliwości swojej umowy i podjął decyzję o dochodzeniu roszczeń. To oznacza, że nawet starsze kredyty mogą wciąż podlegać roszczeniom.
- Pomoc prawna: Sprawy frankowe są skomplikowane i wymagają specjalistycznej wiedzy. Zdecydowanie rekomenduję skorzystanie z pomocy wyspecjalizowanej kancelarii prawnej, która ma doświadczenie w tego typu sporach. Profesjonalne wsparcie znacząco zwiększa szanse na sukces i pomaga uniknąć błędów proceduralnych.
Przeczytaj również: PCC-3 pożyczka od rodziny: Jak wypełnić i uniknąć podatku?
Jaka jest przyszłość sporów frankowych?
Masowe procesy sądowe dotyczące kredytów frankowych mają ogromny wpływ na cały sektor bankowy w Polsce. Banki są zmuszone do tworzenia gigantycznych rezerw na ryzyko prawne, co znacząco obciąża ich wyniki finansowe. Z mojej perspektywy, trend wygrywania spraw przez frankowiczów będzie się utrzymywał, a banki będą musiały w coraz większym stopniu mierzyć się z konsekwencjami wadliwych umów. To z kolei może prowadzić do dalszych zmian w ofertach kredytowych i większej przejrzystości w przyszłości.
